…to, rzecz jasna, Antoni Padewski. Wcale nie nazywał się Antoni tylko Fryderyk. I nie był z Padwy tylko z Lizbony. Portugalczyk kochany we Włoszech, ulubieniec Dzieciątka Jezus (według legendy mały Jezusek wpadł kiedyś do Antoniego, aby się przywitać i w przypływie uczuć wyznał mu, ze go lubi). Papież Grzegorz IX ogłosił go świętym na niecały rok po jego śmierci, która nastąpiła 13 czerwca 1231 roku w wyniku puchliny wodnej (z tej samej przyczyny z tego świata zabrali się również Ludwig van Beethoven, Cervantes, Klemens Janicki i Heraklit z Efezu. Pamiętacie, jak o metodach walki tego ostatniego z ową przypadłością pisał Cortazar?). Znajduje się w elitarnym gronie 33 Doktorów Kościoła.
Antoni to postać ogromnie ważna w dziejach wspólnoty chrześcijańskiej. Jan Paweł II zwykł mówić o nim „człowiek ewangeliczny” (choć miano „Doctor Evangelicus” jest chyba efektem twórczej aktywności Piusa XII, który Padewskiego włączał w poczet Doktorów Kościoła).
Święty Antoni jest patronem rzeczy zaginionych. Najważniejszą rzeczą jaka może zgubić człowiek jest dobroć, przydana jego naturze. Dlatego, jako kaznodzieja, starał się dotrzeć ze Słowem Bożym do każdego. Najbliższy był mu duch franciszkańskiej pokory, stąd był wędrownym przepowiadaczem, oraz franciszkańskiego umiłowania przyrody, stąd – np. kazania do ryb.
Jego kazaniami, które w jego spuściźnie interesują mnie najbardziej, zajmę sie juz w nastepnym wpisie.
A ja mam tylko jedno pytanie, jak wyglądał kiedyś proces kanonizacyjny? I dlaczego akurat został on beatyfikowany tak szybko?
OdpowiedzUsuń na zawszeTo pytanie wymagałoby ode mnie właściwie nowego wpisu. Otóż, kult świętych to właściwie zjawisko oddolne w Kościele chrześcijańskim. Początkowo to sami wierni "wyławiali" ze swojej społeczności kogoś, kto według nich prowadził święte życie, ewentualnie otaczali kultem męczenników etc. Kościół się zaniepokoił, gdyż nie mógł pozwolić na dowolność w tej sferze i zaczął wprowadzać pewne zasady dotyczące zaliczania zmarłego w poczet świętych.
OdpowiedzUsuń na zawszeTak naprawdę początkowo o tym, który zmarły był święty, decydowali biskupi, zaś czasy wiążącej decyzji papieża to XI-XII wiek. Zaś spisane zasad kanonizacji to wiek XVII. Tak więc w związku z tym, że nie było sztywnych ram procesu kanonizacyjnego, św. Antoni został kanonizowany bardzo szybko między innymi z powodu cudów, które działy się za jego przyczyną oraz przykładnego życia w wierze. Jako, że był kaznodzieją, jego sława nie miała charakteru lokalnego, co było niemałym osiągnięciem jak na średniowiecze. Tym łatwiej było papieżowi podjąć takową decyzję.
Jako ciekawostkę dodam, że wcale nie było tak łatwo zostać świętym, zwłaszcza już okresie potrydenckim. Najlepszym dowodem jest tu casus Piotra Skargi. Podobno tego wybitnego kaznodzieję pochowano, niestety, za życia. Gdy otwarto trumnę (oględziny a potem przeniesienie zwłok są pewnym elementem procesu beatyfikacyjnego) okazało się, że Skarga miał pozdzierane paznokcie, zaś wieko trumny było podrapane. Stwierdzono zatem, że proces beatyfikacyjny nie może zostać wszczęty, ponieważ nie da się wykluczyć, że tuz przed swoja śmiercią kaznodzieja wyklinał Bogu za tak okrutny swój koniec.
Przerażające. Ale nie wiadomo, czy prawdziwe, w końcu proces beatyfikacyjny Skargi miał ruszyć chyba 82 lata po jego śmierci. Bardziej prawdopodobne, że nie ruszył z powodu politycznych poglądów kanodziei.
Ach tak, to wiele wyjaśnia. Teraz są dużo surowsze te zasady niz kiedyś.
OdpowiedzUsuń na zawszeCo do Skargi, to nie miałam o tym pojęcia. Od razu przypominają mi się wszystkie fobie Poe i jego oniryczne opowiadania o tym.
Czyli nie ma szans aby w ogóle ten jego proces ruszył? Czy może poglady polityczne są aż tak radykalne, że nie pasują wszystkim po kolei? Był anarchistą?
Tak, tafofobia jest chyba udziałem większości osób:)
OdpowiedzUsuń na zawszeNie należy traktować historii z pogrzebaniem żywcem Piotra Skargi jako faktu, gdyż taka informacja została rozpowszechniona właściwie dopiero w XX wieku (ponoć winnym jest profesor Tazbir, który miał taką plotę usłyszeć od jakiegoś duchownego). Jak było, nie wiemy, podałam ten przykład właściwie po to, aby pokazać, jak wiele czynników może stanąć na przeszkodzie w procesie kanonizacyjnym.
Skarga anarchistą? Raczej nie, choć jego ostra krytyka "złotej wolności szlacheckiej" nie przysparzała mu entuzjastów.
Wszystkiego się dowiemy w 2012 roku, na który to przypadnie 400. rocznica jego śmierci. Okoliczności tej śmierci pewnie zostaną wówczas nieco rozjaśnione.
Albo i nie, jak wiesz kalendarz Majów się kończy i bedzie koniec świata.
OdpowiedzUsuń na zawszeW sumie, jak o tym tak myślę (duh!) to pewnie proces kanonizacyjny świętego Piotra by teraz nawet nie ruszył.